Archiwa blogu

Zaczyna się Wielki Tydzień … / Holy Week Begins …

©Photo. R.M.N. / R.-G. OjŽda

15 Komentarzy

24 marca 2013 · 20:30

Z ziemi obcej do Polski

Maria Dołęga-Szczepańska, przyszła Kuncewiczowa, mająca po mieczu i kądzieli patriotycznych przodków, urodziła się w Rosji, w Samarze nad Wołgą. Z powodów losowych i bytowych w rosyjskich miastach przyszli na świat także jej najbliżsi: babka Zofia w Stawropolu na Kaukazie, matka Adelina Roża w Rostowie, a brat Aleksander (ojciec pisarza Jana Józefa Szczepańskiego) — w Saratowie. Adelina Róża zrobiła wszystko, aby wychować dzieci w polskim duchu. W roku 1900 przyjechała z córką i synem do Warszawy. W rok później dołączył Józef Dionizy Szczepański, profesor matematyki. Dalsze lata w życiu rodziny, przenosiny do kolejnych miast, są ściśle powiązane z jego profesją: był organizatorem szkolnictwa polskiego i dyrektorem szkół oraz urzędnikiem w Płocku, Włocławku i w Krakowie. CDN.

Dodaj komentarz

20 lipca 2012 · 07:59

W kuchni „Willi pod Wiewiórką” ….

… krząta się Jerzy Kuncewicz. Jest rok 1975. Pan Jerzy bardzo lubi gotować. Na co dzień posiłki przyrządza Zofia Siedlecka, ale Gospodarz często próbuje ją wyręczać. Jego popisowe danie to Irish Stew, irlandzki gulasz.

1.8 kg jagnięciny (udziec)
– 4 dag wędzonego boczku
– 1 kg ziemniaków
– 60 dag marchewki
– 25 dag cebuli
– 1 pęczek świeżego tymianku (tylko listki)
– 2 łyżki oleju
– 3-4 szklanki mocnego rosołu
– sól, pieprz do smaku

Po oddzieleniu od kości, pokroić mięso w kostkę, boczek w paseczki, ziemniaki i marchewki w grubsze plastry, a cebule w krążki. W brytfannie, na oleju, usmażyć boczek na skwarki, po wyjęciu boczku, na tym samym tłuszczu stopniowo smażyć mięso. Odłożyć, a tłuszcz rozprowadzić częścią rosołu. Do brytfanny z powrotem włożyć mięso z warzywami, przyprawić. Zalać resztą rosołu, posypać listkami i skwarkami.Warzywa i mięso włożyć z powrotem do brytfanny. Przykryć. Dusić wolno 1,5 – 2 godziny, aż mięso będzie miękkie. Przyprawić.

2 Komentarze

19 lipca 2012 · 21:13

Ogrody Marii

Posiadłość Kuncewiczów w Kazimierzu Dolnym zajmowała kiedyś obszar ponad 2 hektarów. W tej chwili ogród jest o połowę mniejszy: najpiękniejszą jego część Witold Kuncewicz sprzedał. Jego ojciec kupił tę ziemię w latach dwudziestych XX wieku. Był wziętym adwokatem, więc wzniesienie czternastopokojowego skanalizowanego domu leżało w jego możliwościach. „Willa pod Wiewiórką” jest okazałą siedzibą, stosownie do potrzeb inicjatora:
„[…] ja gruby z natury, lubię duże pokoje i wolną przestrzeń. […] miałem opozycję, przede wszystkim pana architekta: >Panie Jerzy, jak to przyjemnie w takim malutkim pokoju z ukochaną kobietą stale być tak blisko, żeby było ciepło”. Ja powiedziałem, że z ukochaną kobietą wolę być w dużym pokoju, żeby było ciepło. I w ten sposób zrobiliśmy dom, taki, jaki wygląda.<

Ogrodem zajęła się Maria Kuncewiczowa: „[…] był wprawdzie pełen dorodnych takich drzew owocowych, dosyć już starych, ale poza tym zarośnięty pokrzywami, lebiodami: raczej uroczysko niż ogród. Mieliśmy też lasek brzezinowy – zresztą ta konfiguracja do dzisiaj istnieje – i ten brzeziniak, zwłaszcza na jesieni, jest prześliczny.
Trzeba było coś zrobić z opuszczonym ogrodem. Mieszkaliśmy niedaleko od Puław, gdzie do tej pory istnieje instytut ogrodniczy, a wtenczas był on w wielkim rozkwicie – cieszył się sławą ogólnokrajową. Pojechałam czym prędzej do Puław, żeby tam się poradzić specjalistów. […] Przedstawiono mnie pani Kulczyckiej: to była jedna z tych głównych tam ogrodniczek, nauczycielek rzemiosła ogrodniczego. No i kiedy rozmawiałam z nią na korytarzu instytutu, przeszedł obok starszy pan bardzo pięknej powierzchowności i zatrzymał się, i zaczął słuchać, o co nam chodzi. Okazało się, że tym panem był profesor Jean Thadee Emmanuel Dybowski, który po wybuchu niepodległości zażyczył sobie powrotu do kraju swoich przodków.”

Profesor Dybowski, słynny botanik i podróżnik , pokierował aranżacją ogrodu. Wkrótce dostarczył plan zagospodarowania ogrodu (niestety, niezachowany). Kuncewiczowa opowiada (lata 80. XX wieku):
„Obejrzał grunt, uznał że to jest teren bardzo interesujący dlatego, że zawierał i pochyłości, i wzniesienia, i dołki, co do których od razu miał wizje, jak je ukwiecić, co z tego zrobić. […]
– To wszystko wysiejemy nasturcjami,
– Tu będzie alejka malwowa
– A tutaj będzie aleja floksowa, tu zrobimy trawnik itd. itd.”
I dużo zawdzięcza ten nowy ogród pani Marii Śliwińskiej, ówczesnej właścicielce majątku Antopol, który obecnie, koło Nałęczowa jest PGR-em. Oni mieli wzorowy majątek z prześlicznymi szkółkami i te wspaniałe jodły, które tu stoją koło domu teraz, różne krzaki ozdobne, to wszystko się zawdzięczamy Śliwińskim.”

1 komentarz

19 lipca 2012 · 20:38

Sekret 1: dom bez gwoździ

Mówi Jerzy Kuncewicz:

…” [dom] jest zbudowany z bali, powiązanych, ani jednego gwoździa tu nie ma. I jak cieśla – bardzo wspaniały chłop, dobry rzemieślnik, Stecki – otóż ten Stecki przyszedł kiedyś w końcu do mnie i powiedział: „Panie, ja tutaj panu daję klucze od tej struktury całej, jeśli pan znajdzie w tym domu jeden gwóźdź, pan mi nic nie płaci”. Wszystko było na felc, wszystko było wspaniale dopasowane i ja nie znalazłem gwoździa i skruszony musiałem płacić.” (Rozmowa Jerzego Żurawskiego z Jerzym Kuncewiczem zarejestrowana w r. 1982).

Dodaj komentarz

18 lipca 2012 · 13:51

Wąwóz Kuncewiczów

Muzeum literackie „Dom Kuncewiczów” („Willa pod wiewiórką”) teoretycznie, a raczej nominalnie, znajduje się w Wąwozie Małachowskiego (oficjalny adres: Małachowskiego 19), ale w rzeczywistości – w Wąwozie Kuncewiczów, co pięknie pokazała Danuta Wierzbicka w dziele poniżej reprodukowanym.

Ten wąwóz jest par excellence literacki: sam pułkownik Juliusz Małachowski był poetą, chodzili tędy zarówno wybitni goście Kuncewiczów, jaki i Domu Dziennikarza. Z  czasem opiszemy najznakomitszych. A są to Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Kazimierz Wierzyński, Sławomir Mrożek, Adam Zagajewski, Wilhelm Dichter, William Saroyan, Susan Sontag, John Ashbery, Amos Oz …

Zbigniew Herbert, bywający chętnie w Kazimierzu, napisał wiersz pt. Wąwóz Małachowskiego:

„Prowadzi żołnierz Juliusz Hrabia wąwozem cienistym, prowadzi pod górę. Jest błękitny, amarantowy, a wąs złoty jego. Pod górę prowadzi wśród grabów i kwietniowych ptaków. Aż tu ciżba Moskali, las w lesie, mrowie. Juliusz Hrabia podnosi oczy, szuka słońca glorii. Pochmurno. […]”

2 Komentarze

17 lipca 2012 · 11:04