Category Archives: Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House

Dzienniki Susans Sontag / Susan Sontag’s Diaries

David Rieff, syn Susan Sontag, amerykańskiej pisarki i eseistki, postanowił wydać jej dzienniki pomieszczone w 100. zeszytach. Mamy już polskie wydanie 1. tomu.  Musimy czekać na tom 2. Ciekawe, czy znajdzie się tam choć wzmianka o wizycie Sontag w Kazimierzu Dolnym i o tym, że była gościem Domu Kuncewiczów.

[Susan Sontag, Odrodzona. Dzienniki, tom 1, 1947–1963, Wydawnictwo Karakte]

[Susan Sontag visited Kazimierz Dolny in 1980. She signed Kuncewicz’ s guest book.

It is a pleasure and privilege to meet you, in your remarkable house. With my wormest wishes to you, and for your workSusan Sontag

May. 21, 1980

A group of intellectuals visiting Maria and Jerzy Kuncewicz House at that time consisted of Sontag,  Joyce Carlos Oates, John Ashbery, William Saroyan and Raymond Smith].

Bohdan Zadura, poeta, redaktor naczelny „Twórczości” zanotował:
W maju 1980 roku na zaproszenie „Literatury na Świecie” przyjechała do Polski grupa amerykańskich pisarzy. Nie była to zwyczajna podróż nie tylko ze względu na pisarski poziom i rangę tej ekipy, którą tworzyli: powieściopisarka, nowelistka i poetka Joyce Carlos Oates, powieściopisarka, eseistka i filmowiec Susan Sontag, poeta John Ashbery, powieściopisarz, nowelista i dramaturg William Saroyan i Raymond Smith, redaktor „The Ontario Quarterly”. Była to pierwsza tego rodzaju wizyta w kraju bloku socjalistycznego i jako taka stanowiła próbę otwarcia, swego rodzaju odpowiednik dyplomacji pingpongowej. Był to co prawda maj 1980 roku, ale żaden wróbel nie ćwierkał jeszcze o sierpniu.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House, Tajemnice "Willi pod Wiewiórką" / The Squirrel Residence's Secrets

Między „Brunatnymi” a „Czerwonymi” / Beetwen The Brown and The Red

Fot. Mariusz Kubik

14 października 2012 roku zmarł w Warszawie wybitny pisarz Janusz Krasiński. Miał 84 lata.

Doświadczył dwóch nieludzkich systemów politycznych — niemieckiego narodowego socjalizmu i sowieckiego komunizmu. Stworzył literacką dokumentację tych czasów. Jako uczestnik Powstania Warszawskiego 44 był więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych Auschwitz, Flossenberg i Dachau. Po powrocie do Polski w roku 1947 został aresztowany pod fikcyjnym zarzutem i więziony przez 9 lat na Mokotowie, w Rawiczu i we Wronkach.

Janusz Krasiński odwiedził Dom Kuncewiczów jesienią 2007.

NAJWAŻNIEJSZE KSIĄŻKI

Tetralogia składająca się z następujących powieści:

Na stracenie

Twarzą do ściany

Niemoc

Przed agonią

Dramat Czapa, czyli śmierć na raty

Niech odpoczywa w pokoju.

Janusz Krasiński, outstanding Polish writer, died in Warsaw on October 14, at age 84.

Having experienced two inhuman political systems, german national socialism and soviet communism, Krasiński has created a literary documentaction of these historical periods. As a participant in the 1944 Warsaw Uprising was arrested and sent to German concentration camps Auschwitz, Flossenberg and Dachau. He came back to Poland in 1947. He was imprisoned by the communist regime on a false charge. He spent 9 years in Mokotów prison, Rawicz and Wronki.

Janusz Krasiński visited Dom Kuncewiczów in fall 2007.

HIS MOST IMPORTANT BOOKS

A tetralogy consisting of the following novels:

To the Execution

Face to the Wall

Impotence

Before the Agony

Drama The Hat, or Death By Instalments

Requiescat in Pace.

 

3 Komentarze

Filed under Dzieje inteligencji polskiej XIX i XX wieku / The Polish Intelligentsia and its History (XIX-XX century), Pro publico bono, Przyjaciele Domu Kuncewiczów / Friends of the Kuncewicz House, Spotkania autorskie / Poetry and Prose Reading, Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House

Urodziny Tomasza Venclovy

Tomas Venclova, wybitny pisarz, tłumacz, krytyk i wykładowca akademicki (Yale), skończył 75 lat.

Mieliśmy zaszczyt w Domu Kuncewiczów gościć Profesora (r. 2011), o czym już pisałam w poście Ławeczka Miłosza i Venclovy.

Wybitny Litwin ma polskie korzenie. Ciekawe informacje przynosi bieżący post Antoniego Radczenko na portalu http://pl.delfi.lt:  „[…]  Babcia poety była polską szlachcianką z Ukrainy, która wyszła za mąż za litewskiego szlachcica. Z moją matką, która była już Litwinką, jak to się mówi „pełną gębą”, do końca życia rozmawiała po polsku. Wtedy nauczyłem się pierwszych wyrazów, jak filiżanka’ – wyjaśnił Venclova. […]” .

Wielojęzyczność Venclovy ma ogromne znaczenie, co trafnie określił prof. Stefan Chwin w swojej Laudacji na cześć profesora Tomasa Venclovy, wygłoszonej w r. 2010 na Uniwersytecie Gdańskim: „[…] osobowość intelektualną Tomasa Venclovy określa zdolność do spojrzenia na litewskie sprawy także z polskiej perspektywy. Ten dar, który chętnie nazwę darem niezwykłej kulturoznawczej empatii, pięknie łączy się w jego przypadku z ewangelicznym darem języków, bo poliglotyzm Tomasa Venclovy jest jedną z bram, przez które dusza może od środka poznawać cudze światy. Faktycznie Tomas Venclova ma trzy języki ojczyste: litewski, polski i rosyjski, co pozwala mu głęboko wnikać w materię kultur skłóconych często ze sobą sąsiadów.”

AD MULTOS ANNOS, PANIE PROFESORZE! A potem jeszcze więcej.

Dodaj komentarz

Filed under Rocznice/ Anniversaries, Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House

Między Kazimierzem Dolnym a Kosowem na Pokuciu

Dziś opowiem o jednym z naszych ważnych Gości. I znowu będzie link do Huculszczyzny.

Wielkim, choć mało w Polsce znanym, gościem Domu Kuncewiczów był profesor Andrzej Busza z Kanady (Uniwersytet Kolumbii Brytyjskiej), wnuk dra Apolinarego Tarnawskiego z Kosowa, w którego sanatorium pielęgnowano zdrowie kuracjuszy za pomocą nowoczesnych metod (przyrodolecznictwo, wegetarianizm, geriatria). W kronikach uzdrowiska zanotowano nazwiska najwybitniejszych pacjentów – przedstawicieli świata nauki, kultury i polityki dwudziestolecia międzywojennego.

A. Busza jest także  siostrzeńcem pisarza Wita Tarnawskiego, twórcy powieści Ksiądz Antoni, znawcy twórczości Conrada.

Poniżej zamieszczam życiorys artystyczny prof. Andrzeja Buszy.

Andrzej Busza ur. w 1938 r. w Krakowie.

W czasie wojny przebywał na Bliskim Wschodzie, gdzie w r. 1943, w Jerozolimie, zmarł jego dziadek, dr Tarnawski w wieku lat 92.

Od r.1947 do 1965 mieszkał w Anglii. Studiował w St. Joseph’s College, a następnie w University College w Londynie (anglistyka).

Laureat Nagrody Fundacji Kościelskich (1962).

Od 1965 r. mieszka w Kanadzie.

Tworzy w języku polskim i angielskim.

Był członkiem redakcji „Merkuriusza” i „Kontynentów”.

Opublikował:

Znaki wodne — wiersze (IL Paryż, 1969);

Astrologer in the Underground/Astrolog w metrze w przekładzie M. Bullocka i Jagny Boraks (Athens, Ohio, 1971);

– Dwa tomy poezji w przekładach Bogdana Czaykowskiego Glosy i refrakcje (Berlin –Toronto 2001) i Obrazki z życia Laquedema / Scenes from the Life of Laquedem.

– Przełożył na język angielski z B. Czaykowskim poezje Mirona Białoszewskiego The Revolution of Things (Washington, D.C., 1974) oraz Gathering Time: Five Modern Polish Elegies – poematy Białoszewskiego, Iwaszkiewicza, Jastruna, Miłosza i Wierzyńskiego (Mission, B.C., 1983).

– Dwujęzyczny, polsko-angielski wybór wierszy wraz z przekładami Pełnia i przesilenie / Full Moon and Solistice Justice (współautor Bogdan Czaykowski) (Toronto-Rzeszów 2008); Poemat Kohelet ze wstępem i adnotacjami Beaty Tarnowskiej (Toronto-Rzeszów 2008).

Prof. Andrzej Busza gościł Marię i Jerzego Kuncewiczów w Vancouver w późnych l. 60. XX wieku.

Dodaj komentarz

Filed under Przyjaciele Domu Kuncewiczów / Friends of the Kuncewicz House, Spotkania autorskie / Poetry and Prose Reading, Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House, Tajemnice "Willi pod Wiewiórką" / The Squirrel Residence's Secrets

Ławeczka Miłosza i Venclovy

Kiedy nadchodził rok 2011 — Rok Miłosza — postanowiłam, że albo będziemy odchodzić stulecie urodzin pisarza w Domu Kuncewiczów w sposób uroczysty, przy współpracy najwybitniejszych fachowców, albo wcale. Na temat budzącego kontrowersje Miłosza musiał wypowiedzieć się autorytet najwyższej klasy. Stało się: nasze zaproszenie przyjął prof. Tomas Venclova z Yale University. Jego rocznicowy odczyt, autoryzowany, wydrukowaliśmy w numerze 1 (7) 2011. Serdecznie polecamy lekturę. Numer do nabycia w kazimierskiej siedzibie muzeum lub droga pocztową: http://www.muzeumnadwislanskie.pl/index.php?r=421&l=pl

Teraz zachęcam do przeczytania niewielkiego fragmentu tego tekstu:

„[…] Trafiła do moich rąk książka Miłosza Rodzinna Europa. To jest opowieść niesamowita: o tym pisałem kilka razy, opowiadałem w różnych audytoriach, ale być może nie każdemu z Państwa jest znana historia, jak ta książka przedostała się do Wilna. A więc przedostała się w listach. Była pewna Litwinka, też postać ciekawa, no ale nie będę o niej opowiadał, bo trochę przedłużam. Mieszkała w Paryżu i przesyłała swoim znajomym, na kilka adresów, nie tylko do Wilna, ale i do Kowna, listy. W każdym liście była bodaj jedna strona Rodzinnej Europy. Czasem w stronę Rodzinnej Europy była zawinięta jakaś czekoladka, albo jakieś tam rękawiczki. I tak w ciągu półtora roku, w czasach wczesnopostalinowskich, udało się przetransportować całą Rodzinną Europę do Wilna. Potem te strony zszyto, zebrano w książkę, którą można było czytać. Dodano do tego niewinną okładkę, podręcznik biologii czy coś takiego, no i mój przyjaciel, który miał to w domu, dał mi to do przeczytania. Wziąłem Rodzinną Europę i poszedłem, czytając, ulicami Wilna. Doszedłem do brzegu Wilii, usiadłem na ławeczce i czytałem, nie mogłem się oderwać. W końcu doszedłem do miejsca, gdzie Miłosz opowiada, jak on siedzi w wileńskiej kawiarni i widzi, że do Wilna wchodzą czołgi sowieckie. Wyszedł z kawiarni, poszedł nad brzeg Wilii, usiadł na ławeczce, przed ławeczką stała elektrownia, jacyś chłopacy łowili ryby, jacyś kajakarze płynęli na kajakach, on patrzył na to myśląc, że cały ten kraj, wszyscy jego ludzie, wszystkie jego krajobrazy zostały wrzucone do strasznego młyna historii. I wtedy ja oderwałem oczy od książki i zauważyłem, że siedzę prawdopodobnie na tej samej ławeczce. Może to brzmieć jak kiepski wymysł literacki, ale to jest absolutna prawda. Przede mną była elektrownia, jacyś chłopcy łowili ryby, jacyś kajakarze… Prawie nic się nie zmieniło. I jeżeli Miłosz odczuwał ten moment w sposób tragiczny, to ja raczej w sposób optymistyczny: że wszystko jakoś istnieje, czeka na wolność i jednym ze znaków, że wolność przyjdzie, jest to, że książka trafiła w końcu do swojego miasta i że młody literat, siedząc w tym samym miejscu, czyta tę książkę.[…]”

 

2 Komentarze

Filed under Polecamy! / Recommended by us!, Przyjaciele Domu Kuncewiczów / Friends of the Kuncewicz House, Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House

Wielcy goście Domu Kuncewiczów: Wilhelm Dichter

Jeszcze przed premierą w krakowskim „Znaku” drukowaliśmy w kwartalniku literackim Domu Kuncewiczów „Klematis” trzy fragmenty Lekcji angielskiego Wilhelma Dichtera. Pisarz powierzył nam swój tekst do pierwszego numeru, co poczytujemy sobie za zaszczyt. Wreszcie w roku 2010, jesienią, Dichter przyjechał po raz pierwszy w życiu do Kazimierza. Był pod urokiem miasteczka. My natomiast — gospodarze i goście Domu Kuncewiczów — byliśmy pod wrażeniem jego pięknej polszczyzny oraz opowieści o roli piśmiennictwa w historii kultury i życiu człowieka.

Obecny na spotkaniu autorskim red. Grzegorz Józefczuk przeprowadził w Wilhelmem Dichterem wywiad opublikowany w lubelskiej edycji „Gazety Wyborczej”. Autor trzech książek wydanych, kolejno, w latach 1996, 1999, 2010 — Koń pana Boga, Szkoła bezbożników i Lekcja angielskiego — powiedział między innymi:

— Przez większość mojego życia, niemal każdego dnia, a jeżeli nie każdego to co drugiej, trzeciej nocy, śniło mi się, że gonią mnie Niemcy i strzelają do mnie. Bałem się zasypiać. Od pewnego czasu, kiedy doszedłem gdzieś do połowy książki, przestało mi się to śnić. Odczuwam ogromną ulgę. Być może jest to związane z tym, co napisałem, że w otwarty sposób poruszyłem w niej pewne tematy, że ośmieliłem się przed samym sobą myśleć o tym.

Warto też przytoczyć opinię Stanisława Barańczaka, który w posłowiu do Konia pana Boga tak scharakteryzował książkę Dichtera:

„To powieść, którą przeczytać trzeba, choćby po to, aby uświadomić sobie, że nawet dziś, u kresu absurdalnego i morderczego stulecia, literatura nie zatraciła jeszcze całkowicie zdolności wytrącania nas z bezmyślnego zobojętnienia”.

Wilhelm Dichter — polski pisarz pochodzenia żydowskiego. Urodził się w r. 1935 w Borysławiu (dziś Ukraina). Cudem przeżył wojnę. Od r. 1968 mieszka w Tewkesbury w okolicach Bostonu. Jest inżynierem, uczniem prof. Piotra Apolinarego Wilniewczyca. W USA był ekspertem w zakresie balistyki, następnie pracował jako specjalista od programowania grafiki komputerowej

Dodaj komentarz

Filed under Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House

Najjaśniejsza z gwiazd

Fot. Wanda Konopińska-Michalak

[Napisane w 120 rocznicę urodzin Kazimiery Iłłakowiczówny, dedykowane Markowi Zagańczykowi, który pochylił się życzliwie nad jej Trazymeńskim zającem]

Kiedy myślę „Iłłakowiczówna”, widzę Wilno i „poetycką kwadrygę”: to Mickiewicz, Słowacki, Miłosz i Iłła – dwa słońca, księżyc i najjaśniejsza z gwiazd.

Życiorys wybitnej poetki Kazimiery Iłłakowiczówny (6 sierpnia 1892 – 16 lutego 1983) obfituje w wydarzenia nieprawdopodobne, tajemnicze i bolesne. Szczęścia w nim mało, najwięcej – tułaczki, a także biedy, nauki i pracy. Pogardzano „Iłłą”, gwałtownie atakowano, jednak doznawała także życzliwości, a nawet admiracji. Jest na pewno najciekawszą polską pisarką XX wieku.

Opowieść o krewnych Kazimiery Iłłakowiczówny zacząć trzeba od jej macierzystego dziada, Zygmunta Iłłakowicza, lektora języka angielskiego na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie. Po to, by otrzymać posadę docenta, musiał zdać egzamin z języków, w tym z sanskrytu, którego nauczył sie w trzy miesiące… Zatrudniony został jednak jego kontrkandydat, który dał – łapówkę. Przekupstwo i niesprawiedliwość wtrąciły poliglotę „w melancholię”, lecz dalsze konsekwencje były znacznie poważniejsze. Dziad Iłłakowiczówny podał się do dymisji, wyjechał do rodzinnego mająteczku, który wskutek indolencji podupadł, aż został sprzedany. Z ośmiorga dzieci Zygmunta Iłłakowicza wieku dojrzałego doczekało tylko troje (piątka umarła na suchoty lub nieuleczalne wówczas choroby dziecięce). Te, które przetrwały skazane były na ciężką pracę. Barbara Iłłakowiczówna, matka poetki, od najmłodszych lat, po 13 godzin na dobę „biegała za lekcjami”, ucząc panny z dobrych domów muzyki, francuskiego i angielskiego. Wybitnie uzdolniona muzycznie śpiewała w zespole parafialnym. Poznała tam syna „Promienistego” Tomasza Zana, wybitnego adwokata – Klemensa. Był żonaty, miał troje dzieci. Z pozamałżeńskiego związku urodziły się Barbara i Kazimiera. Młodsza córka była pogrobowcem: przyszła na świat 6 sierpnia 1892 roku, po śmierci ojca, który został zastrzelony w niewyjaśnionych okolicznościach, podobno przez carską Ochranę. Barbara Iłłakowicz wkrótce umarła na suchoty. Kilkuletnie dziewczynki znalazły się w tragicznej sytuacji: bez środków do życia, bez opieki. Ich niania, zwana obcesowo „Babą”, choć opowiedziała dziewczynkom tyle baśni, pobudzających wyobraźnię, popadła w nędzę i została żebraczką. Barbara i Kazimiera, jako nieślubne dzieci, nie miały nawet szans na wstęp do szkół.

Kazimierą Iłłakowiczówną zajął się brat matki, Jakub Iłłakowicz, oficer, który skrajnie zaniedbał siostrzenicę. Ostatecznie pisarka in spe trafiła pod opiekę Zofii z Zyberk-Platerów Buynowej, z którą nawiązała serdeczną relację. Przybrana matka dała jej stabilizację, maniery i doskonałe wykształcenie w Oxfordzie, później na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie Kazimiera studiowała polonistykę i anglistykę. Iłłakowiczówna była wybitnie zdolna. Potrafia opanować program kilku klas przez jeden rok. Uczyła się w domu, zdając egzaminy przed rosyjskimi komisjami. Jako siedemnastolatka miała ukończoną szkołę średnią, władała wieloma językami.

Przybrana matka pogłębiła w wychowanicy instynkt, nakazujący zajmować się biednymi i pokrzywdzonymi. W latach 1915 – 1917 Kazimiera jako ochotniczka znalazła się w armii rosyjskiej, w polskim oddziale sanitariuszek „Czołówka”, działającym przy Wszechrosyjskim Związku Ziemskim. Otrzymała później liczne odznaczenia wojskowe. Na froncie spotkała „Stasia Witkiewicza”. Była wstrząśnięta (jak i „Staś”) okrucieństwami wojny. Napisała wówczas Kolędy polskiej biedy, wydane w Petersburgu.

Iłłakowiczówna była „osobistym nieprzyjacielem Pana Boga” do czasu nawrócenia w czasie ciężkiej choroby, którą przechodziła w Mińsku. Leżała w lazarecie, na słomie, w żołnierskiej bieliźnie pod opieką lekarza-Żyda i prawosławnej zakonnicy. To oni uratowali poetkę.

Po I wojnie światowej Kazimiera Iłłakowiczówna otrzymała posadę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Była świadkiem zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza, którego nawet próbowała ratować, korzystając z doświadczeń sanitariuszki. Obserwowała z bliska wydarzenia roku 1926. Józef Piłsudski, któremu wiele lat wcześniej dedykowała swój wiersz patriotyczny, zabrał ją do Ministerstwa Spraw Wojskowych: została jego osobistym sekretarzem. Portret marszałka – wielowymiarowy i dowcipny – zawarła w książce Ścieżka obok drogi. W latach 1929 – 1934 jeździła z odczytami patriotycznymi do europejskich miast. Karierę znakomitej urzędniczki państwowej przerwała wojna, która zagnała pisarkę do gościnnej Rumunii. Granicę przekroczyła w Kutach 17 września. Miała ze sobą walizkę, sakwojaż i maszynę do pisania. Do 1947 roku mieszkała w rumuńskim Kluż, utrzymując się, zgodnie z rodzinną tradycją, z udzielania lekcji języków obcych. Znała doskonale grekę, łacinę, angielski, francuski, niemiecki, rosyjski, później – rumuński i węgierski. Żyła jednak w niedostatku. Ten czas opisała w Niewczesnych wynurzeniach.

Powojenne zaś dzieje poetki to trudne dziesięciolecia wypełnione pracą nauczycielki języków, pisarki i tłumaczki (Lwa Tołstoja, Wolfganga Goethego, Heinricha Heinego, Friedricha Durrenmata, Sandora Petófiego, Emily Dickinson). Niezbyt chętnie ją drukowano. Iłłakowiczówna okazała się w nowych warunkach nieodrodną córką swoich rodziców: osobą nadzwyczaj odważną, skromną, pracowitą, lecz – przede wszystkim – wolną.

Ponieważ w stolicy nie znalazła się dla niej ani praca, ani stancja, Iłłakowiczówna zamieszkała w Poznaniu, na Gajowej 4, w sublokatorskim pokoju. Spędziła tam blisko 40 lat. Niespełna stumetrowe mieszkanie zajmowało tuż po wojnie ponad dwadzieścia osób, między innymi wileński księgarz i wydawca Bolesław Żynda z rodziną. Korzystanie z jedynej łazienki było źródłem nieustannych konfliktów, zatem Iłłakowiczówna stworzyła kuriozalny regulamin korzystania z sanitariatu. Ta „regulacja” zdała egzamin.

Państwo Żyndowie oferowali Iłłakowiczównie pomoc, którą stanowczo odrzuciła: nie chciała przenieść się na stałe do domu Żyndów, który został wzniesiony nieopodal Ostrowa Tumskiego (Jakaż tam była biblioteka!).  Została na Gajowej, w pokoju, którego „ruchomości”, plasujące właścicielkę w gronie ludzi najuboższych, skłaniają do refleksji w dobie rozbuchanej konsumpcji. Jednym z najciekawszych eksponatów najmniejszego chyba muzeum literackiego świata (Mieszkanie Pracownia Kazimiery Iłłakowiczówny w Poznaniu) jest drewniana skrzynia, pomalowana białą farbą olejną. Skrupulatnie spisano jej zawartość – podana niżej „specyfikacja’ stanowi wierne odwzorowanie oryginału pod względem kolejności wymienianych przedmiotów i pisowni: 1). Linoleum (resztki); 2). Flanelki do froterowania; 3). Flanelki zielone; 4). Plecionki pod nogi do pokoju; 5). Duże czerwone stare chodniki; 6). Kawałki żółtej firanki do kuchni; 7). Wyłatane stare prześcieradła; 8). Firanka – resztki w kwiaty; 9). Kawałki starego parawanu; 10). Dywanik na okno; 11). Worek z białym kocem; 12). Kapa na łóżko w kwiaty; 13). 3 nagrody: Min. Kultury i Sztuki, m. Poznania i im. Kasprowicza; 14). Zasłona żółta z kuchni.

Umarła w roku 1983 „w Poznaniu na wygnaniu”. Dla niej i Poznań, i Warszawa to była zagranica. Ojczyzna Iłły znajdowała się przecież na Litwie i Żmudzi. Poznań nie zawsze był jej przyjazny: najbardziej druzgocącą krytykę twórczości Iłłakowiczówny opublikowały czasopisma wydawane właśnie tym mieście: przedwojenny „Kurier Poznański” i powojenny „Nurt”. Ostre pióra Artura Marii Swinarskiego i Stanisława Barańczaka mogły dosłownie zabić pisarkę, ale Iłłakowiczówna nie byłaby sobą, gdyby im nie wybaczyła. Barańczaka, który w chwili odsądzania poetki od talentu i mądrości miał 21 lat, wręcz broniła, i to żywiołowo.

Otoczona książkami, jak Borges, oślepła. Zajęły się nią jeszcze ofiarniej lektorki-wolontariuszki, i – o dziwo – władza. Iłłakowiczówna nigdy nie wisiała u pańskiej klamki. Tylko człowiek nieujarzmiony, nieliczący na apanaże ze strony rządzących mógł sobie pozwolić na napisanie wiersza pt. Rozstrzelano me w Poznaniu o czerwcu 1956 roku. Zabito wówczas siedemdziesięciu poznaniaków, w tym trzynastoletniego chłopca — ludzi niosących transparenty „Chcemy chleba” i ‚”Chcemy religii w szkole”.

Jest, oczywiście, „link” łączący poetkę z Kazimierzem:  Iłłakowiczówna bywała w Kazimierzu Dolnym u Wandy Chylewskiej, przyrodniej siostry Witolda Iłłakowicza, ziemianina z Łazisk, i teściowej malarza Antoniego Michalaka. Bywała również „Iłła” w willi „Pod Wiewiórką”. W księdze gości znajdujemy autograf poetki pod datą 2 października 1967 roku.

[Wiele informacji zaczerpnęłam z książeczki wydanej przez pana dr. inż. Adama Wołka z Puław, który zebrał wspomnienia siostry poetki, Barbary Wołk-Czerwijowskiej, publikowane w czasopiśmie poznańskich ojców dominikanów „W Drodze”. Wydał je własnym sumptem w liczbie sześciu (sic!) egzemplarzy. Niezwykła pozycja wydawnicza, z całą pewność edytorskie curiosum, którego istnienie owocujące w pożytki – warto odnotować.]

Dodaj komentarz

Filed under Cymelium i curiosum / Keimélion and curiosum, Rocznice/ Anniversaries, Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House