Monthly Archives: Sierpień 2012

Między Kazimierzem Dolnym a Kosowem na Pokuciu

Dziś opowiem o jednym z naszych ważnych Gości. I znowu będzie link do Huculszczyzny.

Wielkim, choć mało w Polsce znanym, gościem Domu Kuncewiczów był profesor Andrzej Busza z Kanady (Uniwersytet Kolumbii Brytyjskiej), wnuk dra Apolinarego Tarnawskiego z Kosowa, w którego sanatorium pielęgnowano zdrowie kuracjuszy za pomocą nowoczesnych metod (przyrodolecznictwo, wegetarianizm, geriatria). W kronikach uzdrowiska zanotowano nazwiska najwybitniejszych pacjentów – przedstawicieli świata nauki, kultury i polityki dwudziestolecia międzywojennego.

A. Busza jest także  siostrzeńcem pisarza Wita Tarnawskiego, twórcy powieści Ksiądz Antoni, znawcy twórczości Conrada.

Poniżej zamieszczam życiorys artystyczny prof. Andrzeja Buszy.

Andrzej Busza ur. w 1938 r. w Krakowie.

W czasie wojny przebywał na Bliskim Wschodzie, gdzie w r. 1943, w Jerozolimie, zmarł jego dziadek, dr Tarnawski w wieku lat 92.

Od r.1947 do 1965 mieszkał w Anglii. Studiował w St. Joseph’s College, a następnie w University College w Londynie (anglistyka).

Laureat Nagrody Fundacji Kościelskich (1962).

Od 1965 r. mieszka w Kanadzie.

Tworzy w języku polskim i angielskim.

Był członkiem redakcji „Merkuriusza” i „Kontynentów”.

Opublikował:

Znaki wodne — wiersze (IL Paryż, 1969);

Astrologer in the Underground/Astrolog w metrze w przekładzie M. Bullocka i Jagny Boraks (Athens, Ohio, 1971);

– Dwa tomy poezji w przekładach Bogdana Czaykowskiego Glosy i refrakcje (Berlin –Toronto 2001) i Obrazki z życia Laquedema / Scenes from the Life of Laquedem.

– Przełożył na język angielski z B. Czaykowskim poezje Mirona Białoszewskiego The Revolution of Things (Washington, D.C., 1974) oraz Gathering Time: Five Modern Polish Elegies – poematy Białoszewskiego, Iwaszkiewicza, Jastruna, Miłosza i Wierzyńskiego (Mission, B.C., 1983).

– Dwujęzyczny, polsko-angielski wybór wierszy wraz z przekładami Pełnia i przesilenie / Full Moon and Solistice Justice (współautor Bogdan Czaykowski) (Toronto-Rzeszów 2008); Poemat Kohelet ze wstępem i adnotacjami Beaty Tarnowskiej (Toronto-Rzeszów 2008).

Prof. Andrzej Busza gościł Marię i Jerzego Kuncewiczów w Vancouver w późnych l. 60. XX wieku.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Przyjaciele Domu Kuncewiczów / Friends of the Kuncewicz House, Spotkania autorskie / Poetry and Prose Reading, Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House, Tajemnice "Willi pod Wiewiórką" / The Squirrel Residence's Secrets

Ziszczone marzenie o Huculszczyźnie

Do sielankowej krainy gór i połonin  zagoniła Marię i Jerzego Kuncewiczów II wojna światowa. Właśnie tam, na rzece Czeremosz, przekroczyli granicę polsko-rumuńską. Do Polski wrócili po ćwierćwieczu. Drogę ewakuacyjną przedstawiła Maria Kuncewiczowa w Kluczach.

„[…] ci, którzy długie lata marzyli, żeby zobaczyć kraj Hucułów — przemierzając go w ostatnich godzinach wolności — odkrywali go i przyłączali do skarbca ojczyzny […]  Pejzaż, oklejony mchem, z barierką dookoła gór, z owieczkami, pasterkami, dzwonnicami — dziecinadą, po której na całe życie zostaje smak utraconego raju. Wszystko, co kiedykolwiek się śniło czy iściło w repertuarze naiwnej wyobraźni […]

Po wielu wioskach, zakrętach i dolinach zjechaliśmy z góry nad rzekę. [Znaleźliśmy się] nad tą baśniową rzeką Hucułów. Nie było na niej mostu, kazano czekać na promy. Za plecami mieliśmy urwisko, dźwigające płaszczyznę przemienioną we francuski parczek. Zza szpalerów, altan, żywopłotów prześwitywała w górze barokowa fasada i kula szklana pawiego koloru ciągnęła oczy. W dole kosmaty chłop dreptał koło policjanta, tłoczyli się rozmaici ludzie cywilni, furki, samochody.

Na drugim brzegu szumiał las. Młodzieniec w sportowym ubraniu siedział tam na kłodzie, dwie panny wpatrywały się w wodę, mały pastuszek wspinał się na wzgórze, świstał, spuszczał spod nóg kamienie. […]

Prom podpływał… Zaczęły się rozmowy o Kosowie i o Kutach. Kto gdzie będzie mieszkał, gdzie skoncentrują urzędy i że zacznie się praca. Dzienniki, radio, propaganda… Każdy będzie potrzebny. Każdego uświadomią. Pierwszy wóz wjechał na prom. Ktoś mnie popchnął. Nieprawdziwy brzeg zaczął się przybliżać …. Doznałam koszmarnego strachu. Zatrzymać prom! […]“

Co czuli inni Polacy, przekraczający granicę z Rumunią?  Marian Hemar pisze o tym w swoim wierszu:

[…] Wciąż przede mną graniczny most
w mroku majaczy.
Koło mnie, w samochodzie, poeta
Wierzyński
Z twarzą w dłoniach. Wciąż
jeszcze nie wiem co to znaczy?

Wciąż próbuję rozwikłać tamtą
tajemnicę
Co mnie ciemnością ściga
i po nocy budzi.
Co to znaczy: z ojczyzny uciec
za granicę?

To natomiast, co działo się przedtem w Kazimierzu w pierwszych dniach września r. 1939 uzmysłowi nam wystawa przygotowana przez Karolinę Oleksiewicz pt. Ewakuacja. Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Domu Kuncewiczów – wrzesień 1939. Ekspozycji towarzyszyć będzie wykład Barbary Oratowskiej z Muzeum Martyrologii “Pod Zegarem” w Lublinie pt. Kazimierz we wrześniu 1939 roku w relacjach dyplomatów.  Otwarcie ekspozycji odbędzie się 1 IX 2012 r. (sobota), godz. 17.00. (ul. Małachowskiego 19 w Kazimierzu Dolnym).

Z a p r a s z a m y!

Dodaj komentarz

Filed under Tajemnice "Willi pod Wiewiórką" / The Squirrel Residence's Secrets

Skarb Kuncewiczów

Tym skarbem w „Willi pod Wiewiórką” w Kazimierzu Dolnym jest niewątpliwie piec huculski najcenniejszy zabytek Huculszczyzny w Polsce. Z pliku graficznego o bardzo dużej rozdzielczości zamieszczamy jedynie wycinek, aby zachęcić obserwatorów bloga do osobistego obejrzenia eksponatu, na miejscu, w Kazimierzu. W sierpniu r. 2012 Dom Kuncewiczow otrzymał od najwyższych władz Ukrainy dar w postaci albumu o ceramice huculskiej. Do obejrzenia codziennie na miejscu.

Piękny zabytek pochodzi z okolicy położonej w górnym dorzeczu Prutu i Czeremoszu w Karpatach Wschodnich. Kraina ta w okresie międzywojennym była silnym źródłem inspiracji dla polskich artystów. Dzika przyroda i niezwykłej urody kultura tamtejszych górali zawsze budziła szacunek i podziw obserwatorów. Dzieje się tak po dziś dzień.

Skąd w Kazimierzu wziął się ów skarb? Kafle przywiózł w latach 30. XX wieku malarz Michał Boruciński (1885–1976). Był  serdecznym przyjacielem Kuncewiczów, miłośnikiem Huculszczyzny, który stworzył m.in. graficzny cykl głów Hucułów. Piec zaprojektowany przez inżyniera Karola Sicińskiego stał się największą ozdobą „Willi pod Wiewiórką”, ukończonej w roku 1936, na trzy lata przed wybuchem wojny. Przetrwał rządy „brunatnych” i „czerwonych”, jak to określiła  w jednym z tekstów Kuncewiczowa. Szczęśliwi właściciele pieca nie spodziewali się, że wkrótce dane im będzie odwiedzić miejsce jego powstania, i to w dramatycznych okolicznościach, na początku II wojny światowej.

Zapraszam do przeczytania następnego tekstu pt. Ziszczone marzenie o Huculszczyźnie.

2 Komentarze

Filed under Tajemnice "Willi pod Wiewiórką" / The Squirrel Residence's Secrets

Ławeczka Miłosza i Venclovy

Kiedy nadchodził rok 2011 — Rok Miłosza — postanowiłam, że albo będziemy odchodzić stulecie urodzin pisarza w Domu Kuncewiczów w sposób uroczysty, przy współpracy najwybitniejszych fachowców, albo wcale. Na temat budzącego kontrowersje Miłosza musiał wypowiedzieć się autorytet najwyższej klasy. Stało się: nasze zaproszenie przyjął prof. Tomas Venclova z Yale University. Jego rocznicowy odczyt, autoryzowany, wydrukowaliśmy w numerze 1 (7) 2011. Serdecznie polecamy lekturę. Numer do nabycia w kazimierskiej siedzibie muzeum lub droga pocztową: http://www.muzeumnadwislanskie.pl/index.php?r=421&l=pl

Teraz zachęcam do przeczytania niewielkiego fragmentu tego tekstu:

„[…] Trafiła do moich rąk książka Miłosza Rodzinna Europa. To jest opowieść niesamowita: o tym pisałem kilka razy, opowiadałem w różnych audytoriach, ale być może nie każdemu z Państwa jest znana historia, jak ta książka przedostała się do Wilna. A więc przedostała się w listach. Była pewna Litwinka, też postać ciekawa, no ale nie będę o niej opowiadał, bo trochę przedłużam. Mieszkała w Paryżu i przesyłała swoim znajomym, na kilka adresów, nie tylko do Wilna, ale i do Kowna, listy. W każdym liście była bodaj jedna strona Rodzinnej Europy. Czasem w stronę Rodzinnej Europy była zawinięta jakaś czekoladka, albo jakieś tam rękawiczki. I tak w ciągu półtora roku, w czasach wczesnopostalinowskich, udało się przetransportować całą Rodzinną Europę do Wilna. Potem te strony zszyto, zebrano w książkę, którą można było czytać. Dodano do tego niewinną okładkę, podręcznik biologii czy coś takiego, no i mój przyjaciel, który miał to w domu, dał mi to do przeczytania. Wziąłem Rodzinną Europę i poszedłem, czytając, ulicami Wilna. Doszedłem do brzegu Wilii, usiadłem na ławeczce i czytałem, nie mogłem się oderwać. W końcu doszedłem do miejsca, gdzie Miłosz opowiada, jak on siedzi w wileńskiej kawiarni i widzi, że do Wilna wchodzą czołgi sowieckie. Wyszedł z kawiarni, poszedł nad brzeg Wilii, usiadł na ławeczce, przed ławeczką stała elektrownia, jacyś chłopacy łowili ryby, jacyś kajakarze płynęli na kajakach, on patrzył na to myśląc, że cały ten kraj, wszyscy jego ludzie, wszystkie jego krajobrazy zostały wrzucone do strasznego młyna historii. I wtedy ja oderwałem oczy od książki i zauważyłem, że siedzę prawdopodobnie na tej samej ławeczce. Może to brzmieć jak kiepski wymysł literacki, ale to jest absolutna prawda. Przede mną była elektrownia, jacyś chłopcy łowili ryby, jacyś kajakarze… Prawie nic się nie zmieniło. I jeżeli Miłosz odczuwał ten moment w sposób tragiczny, to ja raczej w sposób optymistyczny: że wszystko jakoś istnieje, czeka na wolność i jednym ze znaków, że wolność przyjdzie, jest to, że książka trafiła w końcu do swojego miasta i że młody literat, siedząc w tym samym miejscu, czyta tę książkę.[…]”

 

2 Komentarze

Filed under Polecamy! / Recommended by us!, Przyjaciele Domu Kuncewiczów / Friends of the Kuncewicz House, Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House

Kuncewicz w Irlandii i polscy hrabiowie

We fragmencie monodramu W. Konopińskiej-Michalak pt. Gra w pchełki  przedstawiono m.in. akcję tworzenia przez Jerzego Kuncewicza ludowej międzynarodówki. Kuncewicz zabiegał o poparcie dla niej  przywódców wielu państw świata.  [Monodram wystawiono, jak już informowałam, w „Willi pod Wiewiórką 28 kwietnia 2012 roku z udziałem aktora Janusza Grebera].

Jerzy Kuncewicz opowiadał o tym wydarzeniu w swoich Wyspach pamięci.

„[…] Przyszedł dzień umówionej przeze mnie wizyty u premiera Republiki Irlandii, znanego przywódcy tego narodu Eamona de Valéry. Przyjął mnie uprzejmie. Weszliśmy na teren tradycji walk niepodległościowych Irlandii i Polski. Naturalnie padło nazwisko legendarnej postaci tych walk hrabiny [Constance] Markiewicz, żony uchodźcy politycznego z Polski w okresie zaborów.

Z kolei przeszliśmy na nasze, polskie sprawy, dyskutując o sytuacji Polski, której przyszłość de Valera widział w czarnych barwach. Z tematem tym wiązała się sprawa polskich emigrantów w Irlandii. De Valera dziwił się, że Polska ma tak liczną arystokrację. Stwierdził, że wszyscy odwiedzający go używają tytułu hrabiego. Zapytał, ile hrabstw istnieje w Polsce? Kiedy oznajmiłem, że Polska nie ma takiego podziału administracyjnego, bardzo się zdziwił:

–       Nie ma hrabstw, więc skąd tylu hrabiów?

Odpowiedziałem, że tytuły te pochodzą głównie z nadań zaborców, cesarzy i królów Austrii, Niemiec i Rosji. Zastanowił się:

–       I takie tytuły przyjmujecie i nosicie?

Nie odpowiedziałem na tę słuszną uwagę. Serdecznie dziękując za gościnę, oświadczyłem że jutro wyjeżdżam. Wstałem. Kiedy podaliśmy sobie dłonie, premier dorzucił:

–       Chciałbym się o Polsce, pańskim kraju, dowiedzieć czegoś więcej. Dotąd dochodziły do mnie tylko romantyczne informacje.

Przyrzekłem zgłosić się przy następnym pobycie w Irlandii, po czym wyszedłem. Tak się jednak złożyło, że już nigdy do Irlandii nie wróciłem, ale w mej pamięci pozostała historyczna postać — Eamona de Valéry i jego „hrabiowska” refleksja.

Dodaj komentarz

Filed under Pokazać Kuncewiczów na scenie i na ekranie / To Present Kuncewiczs Stage Shows and Movies, Przygody Jerzego Kuncewicza / Jerzy Kuncewicz's Adventures, Tajemnice "Willi pod Wiewiórką" / The Squirrel Residence's Secrets

Kuchnia z Zielonego Wzgórza

Wśród smacznych książek, które stoją w mojej bibliotece, znajduje się zbiór ponad 100 przepisów kulinarnych Lucy Maud Montgomery, twórczyni Ani Shirley. Do druku w oficynie Moulin (1996) podały je krewne pisarki, Elaine i Kelly Crowford. Polskie tłumaczenie ukazało się w Wydawnictwie Literackim (2007).

Posiadanie tego dzieła umożliwia nie tylko przyrządzanie smakowitych potraw, które przenoszą jedzącego na Wyspę Św. Edwarda — do szczęśliwego domu, lecz wskazuje genezę cyklu przygód Ani z Zielonego Wzgórza, poprzez omówienia najważniejszych faktów z życia L. M. Montgomery.

Lucy Maud Montgomery, autorka cyklu powieściowego o Ani z Zielonego Wzgórza, urodziła się w r. 1874 na Wyspie Księcia Edwarda. Miała niespełna 2 lata, kiedy na gruźlicę umarła jej matka, Clary Woolner Macneill Montgomery. Ojciec oddał córkę na wychowanie swoim teściom. Wyjechał, założył nową rodzinę. Osierocona dziewczynka, paradoksalnie, darzyła ojca uczuciem i przywiązaniem, choć widywała go niezwykle rzadko. Dziadkowie nie okazali dziecku zbyt wiele serca, natomiast opieką i miłością otoczyła je Annie Campbell, siostra zmarłej matki. Ciocia Annie wyczarowywała gościnny, bezpieczny dom i pyszne jedzenie, wyrażając poprzez gotowanie, zwłaszcza to wspólne, uczucia w stosunku do najbliższych, szczególnie wobec siostrzenicy. To ona stworzyła warunki, w których pokrzywdzona przez los Lucy Maud odnalazła swoje miejsce w szczęśliwym świecie. Jest poniekąd współautorką książek Montgomery, które tylu pokoleniom dawały ukojenie.

[Na fotografii widzimy dziesięcioletnią Lucy Maud Montgomery]

Dodaj komentarz

Filed under Piękne książki / Beautiful Books

Wielcy goście Domu Kuncewiczów: Wilhelm Dichter

Jeszcze przed premierą w krakowskim „Znaku” drukowaliśmy w kwartalniku literackim Domu Kuncewiczów „Klematis” trzy fragmenty Lekcji angielskiego Wilhelma Dichtera. Pisarz powierzył nam swój tekst do pierwszego numeru, co poczytujemy sobie za zaszczyt. Wreszcie w roku 2010, jesienią, Dichter przyjechał po raz pierwszy w życiu do Kazimierza. Był pod urokiem miasteczka. My natomiast — gospodarze i goście Domu Kuncewiczów — byliśmy pod wrażeniem jego pięknej polszczyzny oraz opowieści o roli piśmiennictwa w historii kultury i życiu człowieka.

Obecny na spotkaniu autorskim red. Grzegorz Józefczuk przeprowadził w Wilhelmem Dichterem wywiad opublikowany w lubelskiej edycji „Gazety Wyborczej”. Autor trzech książek wydanych, kolejno, w latach 1996, 1999, 2010 — Koń pana Boga, Szkoła bezbożników i Lekcja angielskiego — powiedział między innymi:

— Przez większość mojego życia, niemal każdego dnia, a jeżeli nie każdego to co drugiej, trzeciej nocy, śniło mi się, że gonią mnie Niemcy i strzelają do mnie. Bałem się zasypiać. Od pewnego czasu, kiedy doszedłem gdzieś do połowy książki, przestało mi się to śnić. Odczuwam ogromną ulgę. Być może jest to związane z tym, co napisałem, że w otwarty sposób poruszyłem w niej pewne tematy, że ośmieliłem się przed samym sobą myśleć o tym.

Warto też przytoczyć opinię Stanisława Barańczaka, który w posłowiu do Konia pana Boga tak scharakteryzował książkę Dichtera:

„To powieść, którą przeczytać trzeba, choćby po to, aby uświadomić sobie, że nawet dziś, u kresu absurdalnego i morderczego stulecia, literatura nie zatraciła jeszcze całkowicie zdolności wytrącania nas z bezmyślnego zobojętnienia”.

Wilhelm Dichter — polski pisarz pochodzenia żydowskiego. Urodził się w r. 1935 w Borysławiu (dziś Ukraina). Cudem przeżył wojnę. Od r. 1968 mieszka w Tewkesbury w okolicach Bostonu. Jest inżynierem, uczniem prof. Piotra Apolinarego Wilniewczyca. W USA był ekspertem w zakresie balistyki, następnie pracował jako specjalista od programowania grafiki komputerowej

Dodaj komentarz

Filed under Słynni goście Domu Kuncewiczów / Famous guests of the Kuncewicz House